czwartek, 25 czerwca 2015

Filet czyli moje koronkowo-szyciowe zmagania.

Witajcie.
Wspomniałam w poprzednim poście o moim sposobie na relaks.
Szycie i koronka siatkowa, tak spędzałam kolejne weekendy.
Co powstało? Proszę popatrzcie :)

Len w kolorze błękitno-morskim doczekał się realizacji.
Powstała poszewka, którą uszyłam w środku tygodnia.


Potem przyszła kolej na wstawkę.
Koronkę siatkową miałam zrobioną wcześniej, pozostało mi tylko wybrać motyw do wyhaftowania.
Wzór zaczerpnęłam z obrusu, który zrobiła moja babcia Bronia. Jest to liść klonu. 
Przerysowałam go na papier....


Pomocnym sposobem do rozmieszczenia haftu jest zrobienie podziałki 10 na 10 kratek nie tylko na wzorze projektu, ale przede wszystkim na gotowej siatce.
Ja zrobiłam sobie fastrygę w kolorze czerwonym. Przenoszenie wzoru było już łatwiejsze.


Ściegi jakich używałam.

Pozostało mi wyciąć i przymocować do poszewki.

Choć praca na pierwszy rzut oka dla wytrawnych rękodzielniczek w tej dziedzinie nie jest trudna, dla mnie stanowiła nie lada wyzwanie. Jestem bardzo szczęśliwa z ukończenia tego co zaczęłam.
Nie ukrywam, był moment zwątpienia czy ma sens kupowanie kolejnej książki Wery Tuszyńskiej na temat koronki siatkowej, czytanie po  dziesięć razy tego samego, między innymi jak ma przebiegać nitka.
Teraz jestem pewna, że miało to sens. Będę uczyć się dalej :)

A tak wygląda gotowa poduszka.



Mam nadzieję, że zdjęcia choć trochę pomogły osobom które jak ja zaczynają stawiać pierwsze kroki w tej starej technice cerowania siatki.
Miło mi będzie również jeżeli zostawicie komentarz, może ktoś będzie chciał się podzielić swoimi uwagami.
Serdecznie pozdrawiam WMonia.